Turbacz zimą – zielony i żółty szlak z Nowego Targu

by Łukasz
Turbacz zimą - zielony i żółty szlak

Jak dobrze rozpocząć nowy rok? Zdobyć najwyższy szczyt Gorców! Wejście na Turbacz zimą to innowacja wśród naszych przygód, dlatego pomyśleliśmy, że będzie to idealny pomysł na pierwszą noworoczną wyprawę. Przy dobrej pogodzie, wejście od strony Nowego Targu dostarczy nie tylko niesamowitych wrażeń, ale też przepięknych widoków. Jeśli myślisz o poszukiwaniu śniegu i wybraniu się na górski trekking w najbliższym czasie, to zielony szlak na Turbacz zdecydowanie powinien przykuć Twoją uwagę.

Wejście na Turbacz zimą – zielony szlak z Nowego Targu

Wycieczkę zaczynamy na północy Nowego Targu, na osiedlu Oleksówki. Tutaj swój początek ma zarówno zielony, jak i żółty szlak prowadzący na Turbacz. Bezproblemowo można zaparkować samochód na bezpłatnym parkingu pod Długą Polaną.  Pieszą wędrówkę rozpoczynamy prowadzącą na wschód asfaltową drogą. W pewnym momencie musimy skręcić w prawo, ale dzięki dobremu oznakowaniu na betonowym słupku nie przegapiamy skrętu. Po przejściu przez nieduży mostek, pojawia się pierwszy znak z orientacyjnym czasem przejścia. Według niego dotarcie do schroniska powinno zająć około jednej godziny i 45 minut. Spoiler alert! Nam zdecydowanie tyle nie zajmie! Pierwszym powodem będzie nasza ciągle kanapowa forma, a drugim, że wchodzenie na Turbacz zimą wiąże się z nieco większym wysiłkiem niż wejście na ten szczyt chociażby latem.

Wchodzimy na kamienisty i w niektórych momentach stromy fragment szlaku. Pierwszą z polan, na którą trafiamy, jest Polana Łukusowa. Już tam warto odwrócić się i po raz pierwszy rzucić okiem na przedzierające się przez chmury wierzchołki Tatr. Idąc dalej coraz bardziej ośnieżonym i oblodzonym szlakiem, na zmianę przechodzimy przez las oraz kolejne polany – Bieniasówkę i Sralówkę. Po drodze mijamy sporo domków, także tych na wynajem. W głowie kiełkuje pomysł na spędzenie weekendu w jednym z nich. W końcu widoki z okna czy tarasu są tutaj ponadprzeciętne!

Łagodnie nabierając wysokości docieramy do Bukowiny Waksmundzkiej, gdzie zielony szlak łączy się ze szlakami niebieskim oraz czarnym.

Przez Wisielakówkę do schroniska na Turbaczu

Fragment szlaku od Bukowiny Waksmundzkiej do polany Świderowej pokonujemy idąc nie za szeroką ścieżką prowadzącą prawie w pełni przez las. Wisielakówka to górna część wspomnianej polany, na której zielony szlak łączy się z żółtym. Jej tajemnicza nazwa niesie ze sobą nieco grozy. Żeby nie sprowadzić na wieś niepomyślności to właśnie tam grzebano samobójców. Co ciekawe, na tej polanie znajdowało się również pierwsze schronisko w rejonie Turbacza. Dla nas najistotniejszą cechą Wisielakówki był rozprzestrzeniający się z niej widok. Według nas najładniejszy na całej trasie. Dla takich krajobrazów warto wybrać się zielonym szlakiem na Turbacz i to nie tylko zimą!

Idąc dalej, po lewej stronie mijamy pomnik ku pamięci poległych żołnierzy w towarzystwie dwóch flag. Nie nabierając już wysokości w nadzwyczajnym tempie, dochodzimy do niezbyt dobrze oznakowanego rozwidlenia. Szlak do schroniska odbija w lewo, ale kierując się prosto również do niego dotrzemy. Z tym że od strony wschodniej i trochę na około. Nie schodzimy ze szlaku i szybko przekonujemy się o większym nachyleniu tego odcinka, a na dodatek niezłej ślizgawicy! W tym miejscu po raz pierwszy myślimy, że oprócz trzymanych w dłoniach kijków, byłoby wskazane mieć założone raczki na butach. Wygrywamy jednak walkę ze zjeżdżalnią i meldujemy się przy schronisku PTTK im. Władysława Orkana. Przerwę zrobimy sobie tutaj jednak dopiero w drodze powrotnej.

Schronisko na Turbaczu

Turbacz zimą zdobyty!

Ze schroniska na szczyt prowadzi łatwy fragment czerwonego szlaku. Jedynymi trudnościami jakie napotkaliśmy było kilka przewróconych drzew, ale raczej tych z lekkiej kategorii wagowej. Znak przy schronisku pokazywał, że przejście tego odcinka nie powinno zająć więcej niż 10 minut i tutaj oczekiwania sprawdziły się z rzeczywistością. Jesteśmy na wysokości 1310 m n.p.m. i zdobywamy jeden z 28 szczytów Korony Gór Polski! Turbacz zimą jest nasz! Oczywiście ze szczytu tak prędko nie uciekamy, bo poza zrobieniem obowiązkowej sesji zdjęciowej mamy tu przecież fantastyczne widoki! Oprócz kolejnej panoramy Tatr naszym oczom ukazuje się wyjątkowo nieprzykryta chmurami Babia Góra. Z tym swoim ośnieżonym szczytem wygląda trochę jak japoński wulkan Fuji.

Turbacz - szczyt

Ze szczytu wracamy do schroniska, gdzie obowiązkowo zamawiamy kwaśnicę (polecamy!) oraz deser gorczański (również polecamy!). Te dwa smakołyki, bułki oraz gorąca herbata w akompaniamencie widoczków to taka nasza mała nagroda.

Zejście żółtym szlakiem przez Wisielakówkę i Bukowinę Miejską

Jako drogę powrotną do Nowego Targu wybieramy żółty szlak. Głównie z tego względu, że lubimy urozmaicać sobie trasy i jeśli jest taka możliwość to robić pętelki. Do Wisielakówki wracamy tą samą trasą ze sporymi trudnościami na wspomnianej już wcześniej zjeżdżalni przy schronisku. Słońce uciekło już trochę bardziej na zachód, więc na polanie warto zrobić sobie postój i kolejny raz spojrzeć na Tatry.

Zaraz za Wisielakówką trafiamy na polanę Rusnakową i znajdującą się na niej drewnianą Kaplicę Matki Boskiej Królowej Gorców. Zbudowana na planie krzyża kaplica prezentuje się bardzo ładnie. Warto zatrzymać się przy niej na chwilę i również zajrzeć do środka. W dalszej części szlaku widoki nie zawodzą, szczególnie ten na Babią Górę wyłaniającą się gdzieś za iglastymi drzewami. Przechodząc przez Bukowinę Miejską docieramy do ołtarza myśliwskiego, gdzie żółty szlak łączy się z czarnym.

Kierujemy się w dalszym ciągu żółtym szlakiem odbijającym tutaj na południe. Większość zejścia prowadzi przez las z kilkoma przebitkami na… oczywiście, że Tatry. Fragmentami bywa bardzo ślisko i nie można się tutaj nawet na chwilę zdekoncentrować. U mnie raz prawie skończyło się upadkiem, ale dzięki kijkom trekkingowym cudem ustałem. W końcu docieramy do coraz liczniejszej zabudowy, gdzie z kamienistej drogi wchodzimy na asfaltową i idziemy w kierunku kościoła Matki Bożej Anielskiej. Tam odbijamy w lewo na Osiedle Oleksówki i idąc poboczem docieramy na parking kończąc tym samem niezwykle udaną wycieczkę. Ostatni raz tak silne uczucie zmęczenia, ale jednocześnie zadowolenia odczuwaliśmy po trekkingu w amerykańskim Bryce Canyon.

Podsumowanie

  • Według mapy turystycznej przeszliśmy ponad 16 kilometrów. Według mapy Google’a prawie 17 kilometrów. A według naszych krokomierzy było to około 19 kilometrów.
  • Cała wycieczka zajęła nam 6,5 godziny z czego zdobycie szczytu zielonym szlakiem to 2,5 godziny, a zejście żółtym szlakiem to kolejne 2,5 godziny. Resztę czasu relaksowaliśmy się przy schronisku.
  • Minimalnym ekwipunkiem, który trzeba zabrać w drogę na Turbacz, a w szczególności zimą, są kije trekkingowe. Latem bardziej wprawieni wędrowcy spokojnie mogą je odpuścić. Do tego w zimie przejście szlaku znacznie ułatwią raki. Szczerze mówiąc gdybyśmy mieli raz jeszcze robić tę trasę zimą to bez nich ani rusz.
  • Restauracja w schronisko PTTK na Turbaczu jest (jesteśmy w trakcie pandemii i obostrzeń) otwarta! Można złożyć zamówienie, zabrać papu na wynos i zjeść na stolikach z ławkami przed schroniskiem.

Poniżej pomocnicze mapki z wyznaczoną trasą. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania to śmiało piszcie w komentarzach 🙂


5 2 votes
Article Rating
2 komentarze
3

Mogą ci się spodobać

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Maria
Maria
1 miesiąc temu

Przypomniało mi się moje letnie wejście na Turbacz z Koninek. Pogoda była dość dobra, gdzieniegdzie chmurki na niebie, ale od pewnej wysokości nagle niebo zupełnie pokryły chmury. Dopiero po dotarciu na szczyt wyłoniło się czyste niebo ze słońcem a pod nami morze chmur, tak jakbyśmy lecieli samolotem. Niesamowite wrażenie. Czy mieliście już kiedyś takie widoki stojąc na szczycie?

Ten blog wykorzystuje pliki cookies, czyli ciasteczka. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Jasne, mniam. Dowiedz się więcej.